Na bloga liczniki
RSS
piątek, 14 stycznia 2011
Elmo

Był luty. Mroźny, zimowy poranek. Właśnie szłam do pracy, gdy moją uwagę przykuła brudna kupka futra na chodniku. Pochyliłam się nad nią - kot! Bury brudas, cały we krwi i sikach, przymarzał do chodnika. Obok leżały kawałki rzuconej parówki. Jeden z jego oczodołów był zupełnie pusty, druga strona pyszczka była cała nabrzmiała i zakrwawiona. Niewiele myśląc wzięłam go na ręce, przytuliłam, i wróciłam do domu. Zadzwoniłam do pracy, że nie przyjdę tego dnia. Wsadziłam kota do wanny, puściłam ciepłą wodę, żeby zmyć brud i krew. Kot zaczął uciekać bezładnie wewnątrz wanny. Zorientowałam się wtedy, że on nic nie widzi! Zadzwoniłam po taksówkę i zawiozłam kota do lecznicy. W taksówce pomyślałam, że muszę nadać mu imię, bo jeśli będę chciała go tam leczyć lub zostawić, zapytają o imię. Od razu przyszło mi na myśl imię mojego ulubionego bohatera ulicy Sezamkowej - Elmo. Tak miał od teraz nazywać się ten kot.

W lecznicy wpisano kota na hospitalizację. Zostawiłam go w szpitaliku pełna najgorszych obaw, i wróciłam do domu. Zasygnalizowałam znalezienie takiego zwierzątka na forum miau. Zgłosiła się jedna z fundacji z chęcią zaopiekowania się nim. Wolontariuszka miała podjechać do lecznicy i zabrać go do siebie.

Kot został opatrzony, a następnie zabrany z lecznicy przez wolontariuszkę fundacji. Następnego dnia dochodziły mnie niepokojące wieści, że kot nie je, nie rusza się, nie reaguje. Bezradna dziewczyna odwiozła go z powrotem do lecznicy. Pojechałam tam i poprosiłam, żeby zrobili co w ich mocy, żeby go uratować. Powiedziałam, że zabiorę go do siebie, jeśli przeżyje. Miałam świadomość tego, że biorąc niewidomego kota, podejmuję decyzję o zatrzymaniu go u siebie, bo kto chciałby ślepego kota z jednym okiem? Kot po otrzymaniu dożylnie sterydu zaczął jeść.

Przygotowałam wszystko, co było potrzebne, żeby zainstalować kota w moim mieszkaniu. Od fundacji dostałam dużą klatkę wystawową, którą wstawiliśmy do łazienki. Wkrótce Elmo zamieszkał z nami, tuż po tym, jak został wysterylizowany, a pusty oczodół zaszyto. Wyglądał makabrycznie, z połową paszczy pokrytą metalicznym sprejem, którym pokrywa się zoperowane rany. Za każdym razem, gdy przychodziłam nałożyć mu jedzenie czy posprzątać kuwetę, syczał i rzucał się z pazurami na oślep. Był przerażony. Zaszyte oko zaczęło źle wyglądać, pod szwami zbierał się płyn. Pojechaliśmy do lecznicy. Nacięli szew i kazali mi wstrzykiwać mu codziennie wodę utlenioną i maść w dziurę, którą zrobili. Codziennie, dwa razy dziennie, wykonywałam to zalecenie, a rana stawała się coraz płytsza i oko zarastało. W końcu zarosło zupełnie.

Elmo w czasie rekonwalescencji

 

Żeby uniknąć podrapania i pogryzienia, nakładałam grube rękawice góralskie, ze skóry. To były bardzo ciężkie dni. W końcu stan Elma znacznie się poprawił, więc usunęliśmy klatkę i kot mógł poruszać się po całej łazience. Nadal jednak był tak przerażony, że żal było na niego patrzeć. Napisałam więc do specjalistki od kropel dr Bacha, które doradzono mi na forum, i przysłano mi butelkę kropelek. Codziennie dodawałam mu je do wody, którą miał do picia.

Po niedługim czasie nastąpiła w kocie przemiana. Zaczął siadywać pod drzwiami łazienki i domagać się wypuszczenia. Przez otwory wentylacyjne na dole drzwi komunikował się z moimi kotami. Wreszcie postanowiliśmy otworzyć mu drzwi i pozwolić poznać resztę mieszkania. Pierwszy raz był bardzo trudny. Wróciłam z pracy i znalazłam zasikanego Elma skulonego za drzwiami pokoju. Później było już coraz lepiej.

Minęło pół roku. Elmo poznał już całe mieszkanie i inne koty, sypiał na łóżku (nauczył się wskakiwać), ale nadal nie miał zaufania do nas. Syczał, bił pazurami na oślep. Czułam się zrezygnowana i bezsilna. Pewnego ranka obudziłam się czując przytulone kocie ciałko przy moim boku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Elma. Zaczęłam go głaskać, a on włączył przepiękny motor. I tak już zostało. Elmo przestał się bać i zaufał mi. Jego mądrość zwyciężyła jego strach. Bo co miał zrobić niewidomy kot w obcym środowisku? Mógł albo skazać się na powolną śmierć albo zaufać. Elmo wybrał życie.

Jakiś czas później poznałam karmicielkę z podwórka, na którym urodził się Elmo. Jednego oka nie miał od samego początku. Nazywano go Pirat. Miał na podwórku swoją ukochaną, z którą mieli wiele, wiele dzieci :) Poznałam kilkoro z jego dzieci, a obecnie mieszka z nami młodszy o kilka miotów brat Elma. Ale o nim później ;)

Elmo i ja jesteśmy ze sobą na dobre i na złe. Elmo często sypia nad moją głową, przychodzi na mizianki, wywala brzusio, domaga się pieszczot. Jest mądry, kochający, czuły. Nie wyobrażam sobie mojego świata bez Elma :)

Elmeczek z misiem

Elmo

18:48, super-vixen
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7